Wczorajszy mecz. Wyspy Zielonego Przylądka – Kamerun 3:1

Poskromione Lwy…

Praktycznie każdy dzień dostarcza rozmaitych wydarzeń związanych z piłką. W tym czasie kibice w Europie żyją eliminacjami do mundialu w Katarze w 2022 roku. Chwilę wcześniej rozpoczęły się mistrzostwa Europy do lat 21 organizowane wspólnie przez Węgry i Słowenię. Niestety bez udziału Polaków, nad czym ubolewam. Jednak futbol wykracza poza utarte miejsca i ma znacznie dalszy zasięg. Moją uwagę zwróciły kwalifikacje do Pucharu Narodów Afryki (zorganizowanie 33. edycji powierzono Kamerunowi, pięciokrotnemu triumfatorowi), a konkretnie spotkanie zawarte w tytule…

W potrzebie chwili pozwoliłem sobie na przemianowanie przydomku tej drugiej reprezentacji. Prywatnie lubianej i cenionej przeze mnie; do tej pory mam wyryte w głowie występy Rogera Milli i spółki na Italia 90.

Ostatni piątek, Praia (stolica WZP). Goście przybyli w roli lidera grupy, mając 10 punktów na koncie, ale gospodarze z kraju liczącego sobie trochę ponad pół miliona mieszkańców najwidoczniej pozycją Kamerunu wcale się nie przejmowali (w pierwszym meczu w Jaunde był zresztą remis 0:0). Chociaż akurat może sam początek nie zwiastował dla nich końcowego sukcesu. Pora zatem przybliżyć obrót spraw…

Warto nadmienić, że gra toczyła się na sztucznej nawierzchni przy silnym, porywistym wietrze. Trzeba było zatem brać poprawkę na te warunki.

Jedyne, acz bardzo efektowne, trafienie dla „Nieposkromionych Lwów” miało miejsce w 14. minucie. Rzut wolny skutecznie wykonał pomocnik 1. FSV Mainz 05 Pierre Kunde. Po kwadransie było więc 0:1.

Prowadzenie nie utrzymało się długo. Zaledwie 10 minut później Wyspy wyrównały po sprawnie wykonanym rzucie z autu w pole karne (co chciałbym podkreślić, jakby w kontrze do niedawnego obrazu z Budapesztu, po którym Polacy dostali od Węgrów gola). Wyrzucona piłka, w którą nie trafił należycie kameruński obrońca, dotarła do Kucy, piłkarza União Leiria. Ten już wiedział, co z tym fantem zrobić. Do przerwy 1:1.

Zdobycz na 2:1 poprzedził błąd na własnej połowie w rozegraniu piłki. Jeden z Kameruńczyków niecelnie i ryzykownie zagrał do tyłu. Sytuację skwapliwie wykorzystał Ryan Mendes (na zdjęciu wyżej), który zanotował przechwyt tudzież skorzystał z prezentu i przeprowadził indywidualną akcję. Tej nie powstydziłby się Ricardo Quaresma. Wprawdzie samemu wykończeniu trochę brakowało, ale z pomocą przyszedł rywal, pakując piłkę do własnej bramki.

Kamerun miał jeszcze okazję do wyrównania. Po strzale z linii pola karnego piłka trafiła jednak tylko w słupek.

Ponownie talentem i wyszkoleniem w tym meczu błysnął skrzydłowy Al Nasr, wspomniany Mendes. To właśnie on już całkowicie samodzielnie ustalił wynik, jeśli można tak powiedzieć. Urwał się obronie i nikt nie był w stanie go dogonić. Technika, panowanie nad piłką i szybkość działania na wysokim poziomie. Nie szkoda było zmarnowanej okazji z pierwszej połowy przy wyniku 0:1, kiedy w dogodnej sytuacji przeniósł futbolówkę nad kameruńską bramką; starając się podciąć piłkę wzorem najlepszych techników (o tyle utrudniony sposób sobie wybrał, że chciał to uczynić – jak dobrze widziałem – bokiem stopy). Ostatecznie i tak zasłużył na miano piłkarza meczu.

Wyspy Zielonego Przylądka – Kamerun 3:1

Paweł Król