Włodzimierz Smolarek zmarł pięć lat temu

Przed Mundialem w Meksyku na podwórku każdy chciał być właśnie nim. Nie Bońkiem, nie Dziekanowskim, ale właśnie Smolarkiem.

Wiadomo, że tak się pisze w takich przykrych sytuacjach, ale niech młodzież wie – Włodzimierz Smolarek to bez wątpienia najlepsza dziesiątka zawodników w historii polskiej piłki nożnej. Niedługo przed nim odszedł Henryk Bałuszyński, ale to prawie mój rówieśnik i nie aż tak dobry piłkarz jak Smolarek. Pan Włodzimierz to bohater dzieciństwa, jak Robin Hood, Janosik, Pan Kleks…

Moje pierwsze świadome mistrzostwa to meksykański mundial w 1986 roku. Na podwórku przed tymi mistrzostwami każdy chciał być nim, chociaż nie miał talentu „Dziekana” czy charyzmy Bońka. Ale był taki nasz, grał jeszcze wówczas w Widzewie, a nie jak „Zibi” za granicą…

Za takie akcje jak ta z 25. sekundy tego filmu z meczu Grecja – Polska (1:4) go kochaliśmy:

Tuż przed mistrzostwami byłem na meczu Lechia – Widzew (1:1). Gdy strzelił gola dla gości, jakoś mnie to nie zmartwiło…

Na mundialu w Meksyku jako jedyny nie zawiódł, walczył za trzech, czterech. Strzelił jedynego gola dla biało-czerwonych, w wygranym 1:0 meczu z Portugalią. Przy jego nazwisku panowie w warszawskim studiu powiesili piłeczkę. Pierwsza i ostatnią w tych mistrzostwach.

W skarbie kibica Tempa z roku 1986, po który często ostatnio sięgam, Smolarek prowadzi w klasyfikacji Złotego Piłkarza. Tytuł wywiadu: „Aleksandrów Forever”. To był rodzinny człowiek, pamiętam, że zwróciło mą uwagę dziwne imię jego syna. To Ebi oczywiście…

Wiosną 1990 r. moja mama była na stypendium w amsterdamskiej klinice. Żelazna kurtyna już wtedy opadła, więc udało nam się do niej pojechać na dwa tygodnie. McDonald’s, kebaby, czerwone latarnie, coffee shopów wtedy jeszcze nie zauważałem…W niedzielę oznajmiłem całej rodzinie, że jedziemy do Utrechtu, bo jest tam piękna katedra. Rodzice zadowoleni, jedziemy. Na miejscu okazało się, że miejscowy FC Utrecht (Utreg jak mówili miejscowi) potykał się z wielkim Ajaxem. Mecz zacięty, na wysokim poziomie. W barwach gości: Stanley Menzo, Peter Larsson, Stefan Petersson, Johny Van’t Schip, Bryan Roy i młodziutki Dennis Bergkamp, a u gospodarzy na skrzydle szarpał „Smoli”, jak mówili na niego miejscowi. Wtedy przekonałem się po raz pierwszy, że dobry mecz nie musi kończyć się wynikiem hokejowym. Było 0:0, a ja po końcowym gwizdku dumnie oznajmiłem smarkatym Holendrom, że „Smoli” jest stamtąd skąd ja…

Z Holandią również wiąże się koniec jego reprezentacyjnej kariery. Andrzej Strejlau niespodziewanie powołał 34-letniego weterana na mecz z Holandią w Rotterdamie i Smolarek nie zawiódł. Wszedł w drugiej połowie i miał okazję zapewnić nam zwycięstwo. Ostatecznie skończyło się wtedy remisem 2:2.

Jego firmowe zagranie to „balet” w narożniku boiska. Nawet kiedyś, podczas któregoś meczu, Mirek Szymkowiak powiedział: „oho, teraz będziemy mieli Włodka Smolarka”.  Chodzi o pójście z piłką w kierunku chorągiewki bocznej i „wózkowanie” jej tam, by zyskać trochę czasu. Po raz pierwszy trick ten Pan Włodzimierz zastosował w meczu z NRD, gdy strzelił dwa gole i wygraliśmy 3:2 w Lipsku.

Smolarek to był specjalista od pierwszych bramek, od goli otwierających wynik. Jak w Hiszpanii w 1982 r., gdy szło nam jak po grudzie, to on „napoczął” Peruwiańczyków. Boniek w swej książce pisał, że dobrze, że to on to zrobił, bo w pierwszej połowie, przy nieuznanym golu dla Polaków, „wepchnął się” na pozycję spaloną. „Zibi” wiedział, jak bardzo Pan Włodzimierz by się zadręczał, gdyby Polacy wtedy odpadli.

Mieliśmy kiedyś taki portal futbolnet.pl. Parę tygodni przed śmiercią Smolarka, jeden z naszych redaktorów namierzał go w celu przeprowadzenia wywiadu.  „Namierzał” to mało powiedziane. Był umówiony na parę terminów, ale Panu Włodzimierzowi coś nie pasowało. Tych pytań już nikt nigdy nie zada, wciąż się nie chce wierzyć.

Maciej Słomiński

  • Miałem zaszczyt poznać osobiście. Szacunek forever.

  • Paweł Król

    W ostatnich dniach podano, że zmarł Marek Ostrowski, który brał udział w MŚ ’86. Były gracz Zawiszy Bydgoszcz i Pogoni Szczecin miał 57 lat.
    „Ostrowski rozegrał też najwięcej spotkań w reprezentacji jako piłkarz Pogoni – trzydzieści trzy”. Więcej tutaj http://eurosport.onet.pl/pilka-nozna/kadra/zmarl-marek-ostrowski-byly-pilkarz-reprezentacji-polski/k27k27

  • Grzegorz Ziarkowski

    Szkoda Go… Wielki piłkarz.
    Będzie miał ulicę w Łodzi. Za nowym stadionem Widzewa. A na obiektach MOSiR w Aleksandrowie Łódzkim jest wielki mural z jego podobizną…

    • Paweł Król

      Mówią, sam kojarzę śp. W. Smolarka z końcówki jego kariery (nie licząc migawek archiwalnych), że jak na zawodnika ofensywnego, to grał ostro i z dużym zacięciem. To jednak świadczyło również o jego charakterze i dużej determinacji, nieustępliwości.

      PS Krótko mówiąc: nie dawał sobie w kaszę dmuchać w rywalizacji z obrońcami.

  • Piciarm

    witam
    Co tu duzo pisac , wielka persona polskiego futbolu i tyle…
    zasluzony dla Widzewa , wielki pilkarz
    ps: szkoda ze syn sie pogubil…a mial spory talent , dzieki tacie 🙂