Wyboisty powrót do elity

Stało się. Po 12 latach reprezentacja Polski znów zagra w mistrzostwach świata.

Na tę chwilę udział w rosyjskim mundialu mają zapewnione 23 drużyny. Z Europy – oprócz „biało-czerwonych” są to: Rosja (jako gospodarz), Belgia, Niemcy, Anglia, Hiszpania, Islandia, Serbia, Portugalia, Francja. Z Ameryki Południowej eliminacje wyłoniły następujących finalistów: Brazylia, Kolumbia, Urugwaj, Argentyna. Także cztery ekipy (na razie) jadą na mundial z Azji: Japonia, Iran, Korea Południowa, Arabia Saudyjska. Trzy drużyny (jak dotychczas) dostarczyła strefa CONCACAF: Meksyk, Panamę i Kostarykę, zaś z Afryki pewni gry w Rosji są Nigeryjczycy i Egipcjanie.

Wywalczyliśmy awans z pierwszego miejsca w grupie, w dziesięciu meczach odnosząc osiem zwycięstw, raz remisując i ponosząc dotkliwą porażkę w Kopenhadze. Bilans bramek: 28-14. Ponad połowa dorobku bramkowego (16 trafień) to gole Roberta Lewandowskiego, który wyprzedził o jedną bramkę Cristiano Ronaldo w wyścigu o koronę króla strzelców europejskiej części eliminacji.

Euro zamydliło oczy
Na pozór jest świetnie. Wracamy do światowej elity po 12 latach, bez konieczności rozgrywania baraży. Jednak na tym kryształowym wizerunku kadry Adama Nawałki pojawiło się kilka pęknięć, które z lubością wytykają malkontenci. Nierówna gra, wahania formy, słaba postawa w defensywie (nie straciliśmy bramki w dwóch z dziesięciu spotkań), fart choćby w meczu z Armenią w Warszawie, zbyt duże przywiązanie selekcjonera do pewnych graczy, wreszcie… zbyt duże uzależnienie wyników i postawy zespołu od Roberta Lewandowskiego.

Po historycznym wyniku, jakim był ćwierćfinał Euro 2016, wielu uwierzyło, że Polacy są topową drużyną. Wynik, nieco ponad rzeczywisty stan, zamydlił wielu osobom oczy. Tymczasem zimny prysznic przyszedł już na starcie eliminacji, w dalekiej Astanie, gdzie zremisowaliśmy 2:2 z Kazachami. Potem niejako na własne życzenie wymęczyliśmy wygrane z Danią i wspomnianą Armenią u siebie, wreszcie na koniec roku zdeklasowaliśmy Rumunów w Bukareszcie – moim zdaniem – grając jeden z najlepszych meczów w XXI wieku. W 2017 roku po takiej sobie grze ograliśmy Czarnogórców i Rumunów, by dopuścić się blamażu z Duńczykami. „Biało-czerwoni” szybko doszli do siebie, strzelając w trzech ostatnich meczach 13 bramek.

Rygiel się rozpadł
Czy mamy prawo oczekiwać od naszej kadry lepszej gry niż w dopiero co zakończonych eliminacjach? Z pewnością tak, choć spójrzmy na problem szerzej. Słaba gra defensywna wynikała z tego, że nasi podstawowi gracze obniżyli loty. Łukasz Fabiański nie wybronił nam w tych eliminacjach spotkania z Kazachstanem czy Danią, w klubie, choć nie schodził poniżej przyzwoitego poziomu, fajerwerków także nie było. Kamil Glik sięgnął z Monaco po mistrzostwo Francji, jednak w Les Monégasques ma zdecydowanie lepszych partnerów niż w kadrze. Na dodatek jesienią tego roku wpadł w spory dołek i zdarzają mu się błędy, po których trzeba rumienić się ze wstydu. Michał Pazdan cały czas marzy o wyrwaniu się z prowincjonalnej Lotto Ekstraklasy i grze w zagranicznym klubie. Grał co prawda z Legią w Lidze Mistrzów, ale defensywa warszawskiej drużyny była jedną z najgorszych w tamtej edycji. To samo można powiedzieć o Arturze Jędrzejczyku. Obaj jesienią tego roku zaliczyli niesamowity zjazd, nie wyróżniają się nawet w lidze. Wysoki poziom trzymał jedynie Łukasz Piszczek, ale on akurat jest lepszy w ofensywie niż w defensywie.

Dodatkowo Nawałce rozpadł się rygiel w drugiej linii, który trzymał w ryzach Grzegorz Krychowiak. Silny jak tur defensywny pomocnik zyskał finansowo na przenosinach do Paris Saint-Germain, ale sportowo zdecydowanie stracił. Teraz odżywa na wypożyczeniu do West Bromwich Albion. Wypadł z kadry na dobre osiłek Tomasz Jodłowiec, a Karol Linetty w kadrze jest wyjątkowo nierówny. Krzysztof Mączyński, który jawi się jako adiutant selekcjonera, człowiek do zadań specjalnych, także nie wychylił się poza ekstraklasę, a w stołecznej Legii na razie zawodzi.

Ciekawym przypadkiem jest Piotr Zieliński z Napoli. Jan Tomaszewski widzi w 22-latku całe zło reprezentacji, zarzuca mu, że nie haruje w obronie, nie jest zawodnikiem pożytecznym. Wydaje się, że Nawałka powoli przekonuje się do gracza z Serie A, a ten odpłaca mu się coraz lepszą grą. Wreszcie selekcjoner zdaje się mieć jakiś pomysł na wykorzystanie niemałego potencjału rozgrywającego, który z będącym w optymalnej formie Krychowiakiem może stworzyć naprawdę mieszankę wybuchową w środku pola.

Pamiętajmy, że swoje kłopoty z formą mieli Maciej Rybus i Jakub Błaszczykowski. Kamil Grosicki? Owszem, potrafi błysnąć, ale potem zniknąć na długie minuty. Arkadiusz Milik nękany jest od roku przez ciężkie kontuzje. Dodatkowo kolejni snajperzy w hierarchii – Łukasz Teodorczyk i Kamil Wilczek – nie otrzymali od Nawałki zbyt wielu szans, a gdy już je otrzymali, raczej nie umieli ich wykorzystać.

Po Euro 2016 przepadli Paweł Dawidowicz, Bartosz Kapustka i Mariusz Stępiński, którzy do tego stopnia boleśnie zderzyli się z realiami panującymi w zachodnich klubach, że nie odegrali żadnej poważniejszej roli w młodzieżowych mistrzostwach Europy.

Kto wyskoczył?
Nawałce zarzuca się przywiązanie do pewnych nazwisk, pytanie jednak: kto z nowych graczy pokazał się na tyle, by od razu wskoczyć do – w sumie – poukładanej drużyny? Bartosz Salamon wraca do gry we Włoszech, jednak nie wydaje się by defensor SPAL stał się zbawcą reprezentacyjnej obrony. Z dobrej strony w dwóch ostatnich meczach pokazał się Bartosz Bereszyński i w niego z pewnością trzeba będzie inwestować jako alternatywę dla Piszczka, mającego już 32 lata. Błysk w eliminacjach zaliczyli przedstawiciele naszej ekstraklasy: Maciej Makuszewski i Rafał Wolski.

Wydawało się, że spore szanse na zadomowienie się w kadrze ma trójka byłych graczy Lecha: Jan Bednarek, Tomasz Kędziora i Dawid Kownacki. Wszyscy za pokaźne kwoty przenieśli się do zagranicznych klubów, jednak – tak jak Kapustka czy Stępiński – boleśnie zderzyli się z tamtejszymi realiami i większość meczów oglądają z ławki rezerwowych lub trybun. W składzie 1. FC Köln znów zaczął pojawiać się Paweł Olkowski, ale on w kadrze z reguły zawodził.

Może trzeba poszukać na krajowym podwórku? Wiele mówi się o piłkarzach rewelacji ligi – Górnika Zabrze. Jeden z nich, Damian Kądzior, znalazł się w kadrze na ostatnie dwa spotkania, jednak bardziej jako ciekawostka przyrodnicza niż jako realne wzmocnienie kadry. Reszty jakoś nie widać…

Czy jest najlepszy?
Zarzut o zbyt duże uzależnienie wyników kadry od Roberta Lewandowskiego jest zwyczajnie absurdalny. Doczekaliśmy się zawodnika o klasie światowej, jednego z najlepszych napastników na świecie. Jak zatem nie korzystać z takiego dobrodziejstwa? Każdy na miejscu Nawałki grałby na takiego zawodnika, który z reguły nie zawodzi. W dziewięciu z dziesięciu meczów w drodze na mundial strzelił szesnaście goli. Selekcjoner czerpie z geniuszu i pracowitości snajpera Bayernu pełnymi garściami, na czym zyskuje cały nasz futbol. Uzależnienie? Nie mamy tylu klasowych graczy co Niemcy, Belgowie czy Francuzi. Mamy Lewandowskiego, którego wielki potencjał Nawałka wykorzystuje w sposób optymalny.

W meczu z Armenią w Erywaniu nasz kapitan pobił rekord Włodzimierza Lubańskiego i stał się najskuteczniejszym graczem w historii polskiej reprezentacji. Pojawiły się od razu pytania – czy to już nasz piłkarz wszech czasów? Czy jest lepszy od Kazimierza Deyny, Grzegorza Laty, Zbigniewa Bońka, Gerarda Cieślika czy choćby Ernesta Wilimowskiego? Nie wydaje się. „Lewemu” nie brakuje sukcesów w klubie poza jednym – wygraniem Ligi Mistrzów. A taki triumf w karierze ma choćby Boniek. W kadrze brakuje mu spektakularnego sukcesu. A takowy mają Deyna, Lato czy Boniek. Na koncie Roberta mógł się pojawić taki sukces w ubiegłym roku, gdybyśmy w ćwierćfinale z Portugalią lepiej strzelali (lub bronili) karne. A jeśli za rok Lewandowski poprowadzi kadrę po medal mundialu z pewnością będzie wielki. Czy największy? Czas pokaże…

Grzegorz Ziarkowski

  • Marcin Wandzel

    Bardzo dobra, rzeczowa analiza. Choć podejrzewam, że niejeden powie, że Autor, zamiast trzepać kapucyna, szuka dziury w całym. Na szczęście, zdaje się, nasi piłkarze – z Lewym na czele – raczej patrzą na to, co można poprawić, niż ta to, że są zajebiści.

    • Grzegorz Ziarkowski

      Faktycznie, wolę poszukać tych dziur 🙂 Pozdrawiam

  • Paweł Król

    Lewandowski to na razie wielka siła. Na razie. Może się kiedyś przejechać na pewności swoich wypowiedzi. Zakładam, że dotychczas są one tolerowane przez innych piłkarzy z kadry. Otwarcie narzeka na grę, z jednej strony chwała, że nie jest bezkrytyczny, z drugiej – to może być wszystko do czasu. Aktualnie gra i się wyróżnia, i w klubie, i w reprezentacji. Jeśli przytrafi mu się słabsza forma, to pozostali mogą go mieć dość. Mam również wrażenie, że z Nawałką nie jest mu do końca po drodze. I odwrotnie. Po zwycięskim meczu z Czarnogórą gratulowali sobie, ale z wyraźną rezerwą. Nie chcę jednak tutaj sugerować za dużo, bo może jestem w błędzie. Od krytyki są też piłkarze, ale raczej w szatni – wyjaśniając i dając sobie wskazówki o pewnych niedociągnięciach w grze we własnym gronie, kiedy selekcjoner na to pozwala. Publiczne komentarze, takie czy inne, nawet jeśli są autorstwa kapitana i najlepszego strzelca drużyny, nie muszą pasować byłemu trenerowi Górnika Zabrze.

  • Piciarm

    dobrze napisane , więc i czytało się przyjemnie
    po Euro najbardziej obrona rzuca się w oczy, tyle bramek tracimy że hej … tam była prawie bezbłędna
    w ataku Milik ,wypadł i Lewy został sam … a zmiennika nie widać i to martwi…
    w środku dobrze, że Krychowiak poszedł do WBA , bo na ławce w Paryżu tracił formę z miesiąca na miesiąc…
    pozdrawiam