108. urodziny Feyenoordu

Liczą się czyny, nie słowa.

Początkowo założyciele wybrali imię Wilhelminy, aby wkrótce odkryć, że ktoś inny wcześniej wpadł na pomysł nazwania klubu na cześć wówczas panującej królowej.

Wybrano więc nazwę „Feijenoord”, pochodzącą od południowej dzielnicy portowego miasta. W roku 1924 klub zdobył swój pierwszy tytuł mistrzowski, potem parę innych. Jednak te osiągnięcia pomniejsza fakt, że dopiero w późnych latach 50. holenderska liga stała się w pełni zawodowa.

W roku 1969 Feyenoord (klub w 1973 postanowił ujednolicić i ustalić swą nazwę na bardziej angielsko brzmiącą i obowiązującą do dziś) objął austriacki trener Ernst Happel, który doprowadził drużynę z Rotterdamu do największego sukcesu, czyli Pucharu Europy w roku 1970.

1970

Wizyta przy Łazienkowskiej
Na drodze do wyżej wspomnianego Pucharu Europy rotterdamczycy pokonali w półfinałowym dwumeczu warszawską Legię (2:0 i 0:0). Mecz przy Łazienkowskiej odbył się 1 kwietnia 1970 roku. Na Legię przyjechał zupełnie inny świat: inne stroje, pewność siebie, sposób poruszania się – nawet na rozgrzewce. To wszystko razem wywarło na widzach surrealistyczne wrażenie, tak że niejeden z nich myślał, że ktoś robi jaja z okazji przypadającego Prima Aprilis. Mimo przegranej był to dobry rok dla polskich klubów. W rozgrywkach Pucharu Zdobywców Pucharów Górnik Zabrze doszedł do finału rozgrywek, w którym uległ Manchesterowi City.

1

Finał Pucharu Europy
Ernst Happel jest przez wielu uważany za największego trenera w historii Feyenoordu, ale na pewno nie przez bramkarza Eddy’ego Treijtela, który mimo że bronił przez cały sezon, w finałowym meczu na San Siro przeciwko Celticowi bez słowa wyjaśnienia został odesłany na ławkę. Zamiast niego zagrał starzejący się Eddy Pieters Graafland.

Negatywnym bohaterem finałowego meczu był włoski sędzia, pan Lo Bello. Wsławił się tym, że praktycznie samodzielnie wyprowadził Celtic na prowadzenie: tak skutecznie zasłonił widoczność holenderskiemu bramkarzowi, że ten, po uderzeniu Archiego Gemmella,
zobaczył piłkę dopiero wtedy, gdy wpadała do siatki. Na szczęście szybko wyrównał Rinus Israël (na zdjęciu niżej) i – jeszcze bardziej na szczęście – włoski rozjemca mylił się w obie strony. Trzy minuty przed końcem dogrywki długą piłkę rzucił, nazywany „Czołgiem”, Theo Laseroms. Ta dotknęła czyjejś ręki – czego nie zauważył Włoch – aby upaść pod nogi szwedzkiego napastnika Ove Kindvalla, który z łatwością pokonał bramkarza. W ten sposób Szwed przeszedł do historii, a Feijenoord zdobył pierwsze europejskie trofeum dla klubów holenderskich.

1

Puchar Interkontynentalny
Kolejnym trofeum, które przypadło w udziale Rotterdamczykom, był zdobyty w roku 1970 Puchar Interkontynentalny. W dwumeczu pokonali (1:0 i 2:2) argentyńskich Estudiantes La Plata. Obok Rinusa Israëla innym okularnikiem w barwach Feyenoordu był napastnik Joop van Daele. Argentyńczycy, jak na studentów przystało, przed meczem zrobili straszną zadymę, twierdząc, że gra w okularach jest niezgodna z przepisami. Gdy ich skargi nie zostały wysłuchane, zdecydowali się sami wymierzyć sprawiedliwość holenderskiemu napastnikowi. Pomimo takiego traktowania van Daele zdołał zdobyć zwycięską bramkę, a po meczu chciał podziękować przeciwnikom za grę. Gdy podszedł do jednego z nich, ten zdjął mu okulary i z całej siły wdeptał je w ziemię. Tym zawodnikiem był późniejszy trener mistrzów świata z roku 1986 Carlos Bilardo. Tak przynajmniej głosi legenda.

1

Rywalizacja z Ajaksem
Feyenoord, Ajax i PSV są członkami holenderskiej „Wielkiej Trójki”. Te kluby podzieliły między siebie wszystkie mistrzostwa Holandii od roku 1965 (z przerwą na triumf AZ Alkmaar w latach 1981 i 2009 oraz FC Twente rok później) i razem z Utrechtem nigdy nie zostały zdegradowane. Pomimo wielkich sukcesów drużyny Philipsa jest ona traktowana z pobłażaniem, nosi nawet pseudonim „wieśniacy”.

Zdecydowanie najostrzejsza jest rywalizacja między Ajaksem a Feyenoordem. Konia z rzędem temu, kto rozstrzygnie co było pierwsze: kura czy jajko? Czy wojna futbolowa jest jedynie pochodną wzajemnej niechęci mieszkańców obu miast, czy też jest na odwrót: że to właśnie piłka leży u podstaw negatywnych uczuć?

Trudno o dwa bardziej różniące się miasta niż dwa największe w Królestwie Niderlandów. Arogancki Amsterdam przyciąga wielu turystów, podczas gdy Rotterdam, jako miejsce całkowicie zbombardowane podczas II Wojny Światowej, nie jest zbyt ciekawy. Znane powiedzenie mówi, że „holenderskie pieniądze zarabia Rotterdam, dzieli się je w Hadze, a w Amsterdamie spuszcza do toalety”. Stereotyp powiada, że rotterdamczycy to ludzie bardzo ciężko pracujący, podczas gdy mieszkańcy Amsterdamu spędzają czas na paleniu różnych świństw i oczekiwaniu na kolejny czek z Urzędu Pracy.

Futbolowy styl jest odzwierciedleniem charakteru obu miast i ich mieszkańców. Feyenoord to była zawsze drużyna pracusiów, walczaków, którzy tworzyli nikomu nie odpuszczający zespół. Ajax był z kolei zawsze ekipą artystów, czasem przedkładających popisy techniczne nad dobro drużyny. Styl gry drużyny z Rotterdamu najlepiej oddaje slogan: „Geen woorden maar daden”, co mniej więcej oznacza” „nie słowa, a czyny”.

1

Rywalizacja między dwoma klubami z największych miast Holandii przybiera czasem drastyczne formy; szczególnie rywalizacja między kibicami obu klubów. Jako że kibice Ajaksu identyfikują się z Izraelem, kibice Feyenoordu często skandują na meczach nazwę palestyńskiego Hamasu, a kiedyś naśladowali dźwięk ulatniającego się gazu. Nienawidzą się, ale żyć bez siebie nie mogą.

Piłkarska szkółka Ajaksu zyskała światową sławę i jest obiektem zazdrości całego futbolowego świata. Jednak akurat my nie powinniśmy narzekać na szkółkę Feyenoordu, gdyż gdyby nie ona i jej wychowanek Ebi Smolarek, nie wzięlibyśmy udziału w Euro 2008. Tak samo pomógł udział innego mieszkańca Rotterdamu – Leo Beenhakkera.

Ostatni sezon Cruyffa
Biorąc pod uwagę wzajemną niechęć, ogromne było zdziwienie publiki, gdy symbol Ajaksu, Johann Cruyff, z którym nie przedłużył kontraktu amsterdamski klub, podpisał w 1983 roku umowę z Feyenoordem. Zagranie bardzo w stylu Johanna „Wielkiej Gęby”. Jeden podpis sprawił, że od razu na nim skupiła się cała uwaga – czyli tak, jak lubił najbardziej. Co by nie mówić, „Boski Johann” doprowadził drużynę ze stadionu de Kuip do jedynego – pomiędzy rokiem 1974 a 1993 – mistrzostwa. Nie byłby sobą, gdyby nie ogłosił całemu światu, że to mistrzostwo to tylko i wyłącznie jego zasługa.

1

Początkowo w tabeli prowadził Ajax, który w rekordowym stosunku pokonał odwiecznego rywala z Rotterdamu (8:2) – po trzech golach młodego Marco van Bastena. „I tak zdobędziemy mistrzostwo” – miał po tym meczu powiedzieć Cruyff. Miał rację, a tytuł został przypieczętowany po wygranej 1:0 z Fortuną Sittard, po piętnastym golu w sezonie niejakiego Ruuda Gullita, zakupionego w 1982 roku z Haarlemu.

Sezon 1983/84 był tym, w którym spotkały się dwie wielkie pomarańczowe generacje. Srebrne pokolenie roku 1974, w osobach Jongbloeda, Rijsbergena, Haana, Cruyffa i Repa, trafiło na nadchodzących przedstawicieli złotej drużyny roku 1988 (Koeman, Van Aerle, Van Basten, Rijkaard i Gullit). W tym czasie kibice w Holandii chyba nie zdawali sobie sprawy, czego są świadkami, bo średnia frekwencja wynosiła 8300 widzów na mecz. Teraz to ponad 18 tysięcy.

Dziś
Ostatnie lata nie były zbyt udane dla drużyny z fajnego, typowo piłkarskiego stadionu de Kuip (czyli „wanny”). Fanów szczególnie musiały boleć liczne, upokarzające porażki z Ajaksem. Ostatnie światło w tunelu to rok 2002 i wygrana w Pucharze UEFA na własnym stadionie 3:2 z Borussią Dortmund. Głównym autorem tego triumfu był zdobywca dwóch goli w meczu finałowym Pierre van Hooijdonk, ale swoje trzy grosze dorzucił również grający na lewej obronie nasz Tomasz Rząsa.

W sezonie 2006/07 Holendrzy zostali wyrzuceni z Pucharu UEFA z powodu zadymy wywołanej podczas wyjazdowego meczu z AS Nancy. Na ironię zakrawa fakt, że w sportowej walce Feyenoord wywalczył awans z grupy i jako jego przeciwnik został wylosowany Tottenham Hotspur. To właśnie Anglicy byli dla kibiców z Rotterdamu „nauczycielami” chuligaństwa ponad 30 lat temu. W finale Pucharu UEFA w sezonie 1973-74, po remisie 2:2 na White Hart Lane, Holendrzy pokonali rywali 2:0 w rewanżu, zdobywając Puchar. Wynik oczywiście nie ucieszył przybyszów z Wysp, którzy – sfrustrowani – wywołali pierwszą ogromną burdę w futbolowej historii Królestwa Niderlandów. Rywalem Feyenoordu w tamtych rozgrywkach grupowych Pucharu UEFA była również krakowska Wisła, którą – ku zdziwieniu miejscowej publiki – gospodarze de Kuip łatwo pokonali 3:1. Ku zdziwieniu, gdyż Holendrzy znajdowali się wtedy w bardzo słabej formie, a ta i tak starczyła na Białą Gwiazdę.

To był ostatni z wielu akcentów polskich w historii Feyenoordu, którego barwy reprezentowali wyżej wymienieni Ebi czy Tomek Rząsa. Ponadto na de Kuip grali między innymi ojciec Ebiego, Włodzimierz, najsłynniejszy obywatel pięknej, nadmorskiej Ustki, Tomasz Iwan, Jerzy Dudek, który w Rotterdamie wystartował do wielkiej kariery. Potem te tradycje będzie starał się kontynuować Michał Janota.

1

Był również w bogatej historii holenderskiego klubu trenerski akcent polski. W sezonie 1975-76 do jednej z wówczas najlepszych europejskich drużyn przybył Antoni Brzeżańczyk, prosto z… drugoligowej Wisłoki Dębica. Metody stosowane przez Brzeżańczyka nie przypadły do gustu starszym piłkarzom, którzy narzekali na przetrenowanie. Klęska w prestiżowym spotkaniu z Ajaksem (0:6) i niezdobycie mistrzostwa Holandii zakończyły karierę Polaka w Feyenoordzie.

W ogóle, jak na portowe miasto przystało, ludzie zawsze mieli tu otwarte głowy i bez zastrzeżeń przyjmowali przybyszów. Już w latach 20. ubiegłego stulecia Feyenoord zatrudnił trenera z zagranicy. Dość powiedzieć, że nawet za czasów panowania najlepszego z ustrojów we wschodniej części Europy – gdy podróże były mocno utrudnione – drużynę prowadziło aż czterech trenerów zza żelaznej kurtyny, w tym wspomniany Brzeżańczyk.

Na 108. urodziny wypada życzyć Feyenoordowi, aby lata triumfów powróciły już wkrótce. Ale dość o tym, gdyż – jak wiadomo – to czyny się liczą, a nie słowa!

Maciej Słomiński