Depresja skrada się cicho, siejąc spustoszenie w mojej głowie

„Życie wypuszczone z rąk”, książka pisana wspólnie przez Ronalda Renga i Roberta Enke po to, by ukazać problem depresji, jest przygnębiająca.

Jakiś czas temu czytałem w „Plusie Minusie”, sobotnim magazynie „Rzeczpospolitej”, wywiad z chyba najbardziej znanym szwedzkim aktorem – Stellanem Skarsgårdem. Skaarsgård zwierzył się, że dostał od samego Ingmara Bergmana propozycję zagrania w jego filmie. Odrzucił ją, gdyż twórca „Siódmej pieczęci” źle traktował aktorów.

Dlaczego o tym piszę? Bowiem również w „Plusie Minusie” ukazał się wywiad z Rengiem. Niemiecki dziennikarz poświęcił kilka słów temu, jak Louis van Gaal potraktował Roberta Enke, i stwierdził, że Holendrem gardzi.

enke lvg
Miłe złego początki: Enke z van Gaalem

Nie pamiętam, jak to dokładnie leciało, ale w jednej ze swoich książek Kurt Vonnegut pisał, że ważniejsze nawet od tego, że ludzie się kochają, jest to, żeby zachowywali się wobec siebie przyzwoicie. W świecie futbolu, nie tylko tam zresztą, nie jest to zachowanie, którym mogą się wszyscy pochwalić. Na pewno nie van Gaal, jeśli wierzyć autorom książki. A raczej wierzyć.

Paradoksalnie, fakt, że mamy do czynienia z „młodym, pięknym i bogatym”, sprawia, że „Życie wypuszczone z rąk” jest książką chyba bardziej przejmującą, niż gdybyśmy czytali o losach bezrobotnego, który nie ma za co wyżywić rodziny. Pokazuje bowiem okrucieństwo depresji, która jak śmierć nie patrzy na portfel czy pochodzenie.

Naprawdę daje po głowie fakt, że młody gość, któremu niby niczego nie brakuje w życiu, aż tak bardzo sobie z nim nie radzi. Oczywiście późniejsza śmierć dziecka miała kolosalny wpływ na psychikę Enkego, ale widać przecież, że Niemiec był niejako skazany na tragiczny koniec.

Enke psy
Miłość Enkego do psów to ważna część książki

Jest takie banalne, często wyśmiewane powiedzenie: „Pieniądze szczęścia nie dają”. Zgadza się ono jednak z rzeczywistością: są ludzie, którym wygrana w totka bądź inna premia od życia zapewni krótki stan euforii, ale po chwili i tak wróci „dół”, brak chęci do życia; są też tacy, którym różne przeciwieństwa losu nie zabiorą pogody ducha (pisał o tym w bardzo ciekawy sposób Yuval Noah Hahari w „Od zwierząt do bogów” – polecam). Mówiąc brutalnie, Robert Enke chyba urodził się taki, a nie inny. Podtrzymywanie chęci do życia możliwe było jedynie dzięki lekom, a i te w końcu nie wystarczyły.

Stres wywołany nieudanym meczem w Barcelonie i publiczną krytyką ze strony Franka de Boera, złe traktowanie przez van Gaala, śmierć dziecka – to musiało pogłębiać chorobę Enkego. Jednak bardziej o tym, czym jest depresja, świadczy inne, mniej dotkliwe wydarzenie. Gdy niemiecki bramkarz miał zostać zawodnikiem Benfiki, chciał uciekać z Lizbony, czuł, że nie da rady. Tak właśnie działa „choroba duszy” – nie pozwala funkcjonować nawet w sytuacjach, które „normalną” jednostkę uczyniłyby szczęśliwymi.

Ta pozbawiona efekciarstwa książka, jeśli poświęcić jej wystarczającą ilość skupienia, musi mocno kopnąć czytelnika. I tylko trochę szkoda, że korekta czasem nie daje rady. Nagminne pisanie o „FC Barcelonie”, zamiast o „FC Barcelona”, można wybaczyć przez przyzwyczajenie (ten błąd popełniają również tzw. dziennikarze), ale – „z VfL Wolfsburgiem”? Litości. Tłumacz też dodaje coś od siebie: chociażby takie dziwadło jak „strome podanie”.

enke ballack

To jednak mało istotne. „Życie wypuszczone z rąk” to dobrze napisana, chwytająca za gardło książka, wyróżniająca się wśród innych wydawnictw na temat futbolu. Jakoś trudno mi się o niej pisze. Może jednak i ta, kaleka, recenzja zachęci kogoś do sięgnięcia po przygnębiającą historię Roberta Enke, ponadprzeciętnie kumatego i wrażliwego gościa.

Poleciłbym ją dziennikarzom (sobie też, choć dziennikarzem nie jestem) z adnotacją, że czasem warto pomyśleć, nim się kogoś zgnoi. Ale aż tak naiwny nie jestem.

Marcin Wandzel

Tytuł recenzji jest jednocześnie tytułem piosenki zespołu Czosnek, pochodzącej z płyty „Maras”.

zycie

Robert Enke, Ronald Reng: „Życie wypuszczone z rąk” („Ein allzu kurzes Leben”; tłum. Michał Jeziorny); wydawnictwo SQN, Kraków 2015; oprawa: miękka; s. 400.

  • Paweł Król

    Znam tylko fragmentami, z publikacji w Piłce Nożnej… Ale to wyglądało na zajmującą i dojmującą lekturę, nawet po tych raczej krótkich fragmentach.

    Co tu mówić: świat należy do gruboskórnych. Taka jest okrutna prawda i uproszczenie…

    Napisałeś najlepiej jak pewnie potrafiłeś, to wystarczy. Dzięki. Pozdrawiam.

    • Marcin

      Ja znam się tylko na dwóch rzeczach: piłce i muzyce rockowej. I tu jest dramat, jeżeli chodzi o tłumaczenia.

  • Maciek

    Czlowiek to jednak pojebane stworzenie jest. Tą samą osobę może cieszyć chleb z serem na śniadanie albo jak jedna zgraja nieudacznych kopaczy strzeli gola drugiej a nie cieszyć wycieczka do Ameryki i to w przeciągu paru dni.

  • Piciarm

    bardzo ciekawie przedstawiles te ksiazke…..