Retro. NASL 1968-84

Bramkarz z wężem boa jedzący szkło, koszulki rodem z westernu i soccer w tle.

Gdy słyszymy o NASL (North American Soccer League – Północnoamerykańska Liga Soccera), otrzymujemy sprzeczne sygnały. Z jednej strony był to objazdowy cyrk, w którym do emerytury dorabiali weseli geriatrycy, a z drugiej w tej lidze grali jednak tacy piłkarze, jak Franz Beckenbauer, Gerd Müller, Johanowie: Cruyff i Neeskens, czy sam Król Futbolu, Pelé.

Co prawda byli już u schyłku karier czy wręcz zostali sprytnie z emerytury wywabieni (Pelé), ale znajdowali się też i młodzi gniewni, na początku drogi ku laurom: Hugo Sánchez, Roberto Cabañas, Peter Beardsley, Bruce Grobbelaar czy Mark Hateley.

Cosmiczny sukces
Najbardziej udanym przedsięwzięciem w ramach NASL bez wątpienia był New York Cosmos. Czterokrotni mistrzowie ligi pewnej niedzieli roku 1977 przyciągnęli na stadion Giants, na którym grali, więcej widzów niż występujący w tym samym czasie baseballiści New York Yankees. Rzecz nie do pomyślenia w narodzie, w którym panowała opinia, że soccer to gra dla dziewczyn i komunistów (!).

W półfinale tamtego roku już po pierwszym meczu Cosmos załatwił sprawę, wygrywając 8:3 z Fort Lauderdale Strikers z legendarnym Gordonem Banksem w bramce. Mistrzowski bramkarz przy pomocy zielonej waluty, tak jak Pelé, został wyciągnięty na boisko ze sportowej emerytury. Różnica była taka, że wcześniej Banks stracił wzrok w jednym oku w wypadku samochodowym.

Po wszystkim bramkarz przyznał, że czuł się trochę jak w cyrku, gdy jego występom towarzyszyły plakaty krzyczące: „Przychodźcie wszyscy! Jest show! Do miasta przyjeżdża najlepszy jednooki bramkarz w historii soccera!”. Rekordowa liczba 77 691 kibiców obecnych na tamtym meczu uzyskała specjalny status w historii amerykańskiej piłki nożnej.

yes

Finał tamtych rozgrywek odbył się w Portland, ale nagle okazało się, że stadion mieszczący 27 tys. widzów to za mało, i trzeba było dostawić dodatkową trybunę na 8,5 tys. miejsc. To miał być ostatni mecz Króla Futbolu. Jak się miało okazać, „ostatni mecz” niejedno ma imię.

Nowojorczycy uzyskali prowadzenie po błędzie kanadyjskiego bramkarza Seattle Sounders:

Tony Chursky, jak uwielbiali przypominać ówcześni komentatorzy, trenował balet, aby „stać się lepszym bramkarzem i człowiekiem”.

Innym oryginałem-bramkarzem był niejaki Shep Messing – kontrowersyjny, długowłosy, pochodzący z Brooklynu. Poza innymi rzeczami ukończył Harvard (na wykłady nosił swojego węża boa), jadł szkło (!), napisał autobiografię, pozował nago na rozkładówkę, był oskarżony o ustawianie meczów, co zbył stwierdzeniem, że „sobie żartował z innym bramkarzem”.

Wracając do finału roku 1977… Sounders wyrównali, ale zwycięskiego gola dla Cosmosu uzyskał Giorgio Chinaglia, o którym wiele dobrego mogliby powiedzieć fani Lazio.

Za dwa miesiące Pelé powrócił z emerytury, aby rozegrać swój kolejny „ostatni mecz”. Tym razem rywalem nowojorczyków był jego macierzysty Santos. 75 tys. widzów, wśród nich Barbra Streisand, Robert Redford i Muhammad Ali, ale i tak Król Futbolu był najważniejszy. Na koniec rozpłakał się ze wzruszenia i to był koniec złotej ery soccera w USA.

O New York Cosmos każdy coś tam wie, dlatego tak jak lubię, zajmę się teraz mniej poważną stroną NASL, aby poprawić Wam i sobie humor.

Bolesne narodziny
Zaczęło się w grudniu 1967, gdy liga USA (United Soccer Association) połączyła się z National Professional Soccer League, by utworzyć NASL. Pierwszy komisarz ligi Dick Walsh, działacz baseballowy, bez cienia żenady przyznał, że na razie nie wie, jaka jest różnica między piłką do soccera i do bilardu, ale zamierza się dowiedzieć.

Klub z Cleveland, aby zachęcić kibiców do przychodzenia na mecze, zamieścił całostronicowe ogłoszenie w lokalnej gazecie: „Soccer ma trochę z futbolu, trochę z hokeja, jest totalnie ekscytujący!”.

Jedną z gwiazd drużyny z Saint Louis był Brazylijczyk Carlos Meditieri, który dorabiał do piłkarskiej pensji w lokalnym supermarkecie.

Drużyny ligowe w pierwszym sezonie miały kłopot z pozyskaniem piłkarzy, dlatego w sezonie nr 2 zdecydowały się pójść na całość. Zamiast sprowadzać pojedynczych graczy, sprowadzono z Europy i Ameryki Południowej całe drużyny, które odgrywały rolę miejscowych.

w rzeczywistosci

Najbardziej skorzystało Dundee United, które od tej pory grało w pomarańczowych koszulkach ubieranych podczas gry w NASL, w miejsce wcześniej noszonych biało-czarnych.

Skarpeciarze, Surferzy i Szczęki
Retro rubryka nie byłaby pełna bez mapy klubów uczestniczących w NASL.

nasl map

Co zdecydowało o niepowodzeniu tego przedsięwzięcia? Dlaczego liga ostatecznie się rozpadła? Czy były to kowbojskie frędzle drużyny Colorado Caribous?

fredzle

Niektóre nazwy uczestników NASL naprawdę powalały na kolana. Prześledźmy je.

Connecticut (Hartford) Bicentennials
Bicentennials oznacza „Dwusetnicy”. Prawda, że genialne. Słaby punkt: przedrostek „bi” mógł dotknąć paru piłkarzy.

Toronto Metros-Croatia
Słyszycie to rytmiczne skandowanie: „Metros-Croatia”? Na początku ten klub nazywał się Toronto Metros, ale liczna chorwacka społeczność żyjąca w okolicy wymusiła zmianę. I to w czasie, gdy o niepodległej Chorwacji nikomu się nie śniło. Parę lat później nazwę ponownie zmieniono na „Blizzard”.

Oakland Stompers
Był taki film „Romper Stomper”, australijski z Russellem Crowe’em, po którym wielu moich kolegów z rewiru goliło głowę na łyso, zakładało buty Dr. Martens, by kopać nimi innych. Pozostaje żywić nadzieje, że piłkarze z Oakland nie wychodzili na boisko w martensach.

San Diego Sockers
Grał u nich Kazimierz Deyna, ale nazwa poroniona. To miała być gra słów: „soccer” – czyli piłka nożna i „sock” – czyli skarpeta.

Parę słów o Kace. Po MŚ w 1974 usiłował pozyskać go Real Madryt, ale rządzący naszym krajem na to nie pozwolili. Na pocieszenie Królewscy wysłali Deynie białą koszulkę Realu. Ciekawe, gdzie ta dzisiaj się znajduje?

Wreszcie, w wieku 31 lat, Deyna uzyskał zgodę na wyjazd za granicę. Trafił do Manchester City w listopadzie 1978, ale powiedzieć, że nie pasował do ówczesnego brytyjskiego stylu, to nic nie powiedzieć. W październiku 1980 odszedł do San Diego Sockers, z którymi zdobył mistrzostwo NASL w 1983 i dwa tytuły w zawodach halowych. Zginął w wypadku samochodowym, 1 września 1989, podczas powrotu z treningu…

W San Diego spoczął na wieczność..

kaka

Warto poczytać prasówkę na temat występów Kaza w USA.

California Surf
Fala na koszulce wystarcza za komentarz.

fala

San Diego Jaws
Grali w San Diego przed „skarpeciarzami”. Jaws, czyli szczęki – nietrudno zgadnąć, że nazwa miała nawiązywać do głośnej w tamtych czasach serii filmów o krwiożerczych rekinach. Ta seria wielu osobom nie dawała w nocy zmrużyć oka, w tym autorowi tekstu.

Team America
To miało być panaceum na spadające zainteresowanie ligą. Ten powstały w roku 1983 twór był w praktyce reprezentacją Stanów Zjednoczonych z siedzibą w Waszyngtonie. Klub miał dać powód kibicom do wymachiwania amerykańską flagą. Koncepcja niezła, wykonanie średnie. Były mecze, że Team America wystawiał w składzie nawet dziesięciu obcokrajowców. Umarł po jednym sezonie.

Philadelphia Atoms
Mistrzowie NASL w swym pierwszym sezonie w roku 1973.

„Atomowi” początkowo przyciągali ponad 10 tysięcy widzów na trybuny – jak na ligę soccera wynik rewelacyjny. Atoms wyróżniali się posiadaniem w składzie dużej liczby Amerykanów.

Pod koniec nieudanego sezonu 1975 właściciele sprzedali klub grupie Meksykanów, którzy z miejsca usunęli lokalnych graczy ze składu, w ich miejsce wstawiając 18 swych rodaków. W ramach akcji łączenia rodzin? Efekt był opłakany: zaledwie trzy sezony po zdobyciu tytułu mistrzowskiego klub przestał istnieć.

Team Hawaii
Długie miesiące badań ówczesnych marketingowców: czy nazwa chwyci, czy się przyjmie. Pieniądze wyrzucone w błoto. Za połowę ceny wymyśliłbym bardziej chwytliwą nazwę.

Innowacje NASL
Nie można powiedzieć, że Amerykanie nie starali się uatrakcyjnić widowisk soccera. Oto najważniejsze innowacje przez nich wprowadzone. Że też FIFA się na to zgodziła…

Linia spalonego 35 jardów od bramki
Spalony miał obowiązywać jedynie w pobliżu bramki, co w założeniu miało promować grę ofensywną. Jednak w rzeczywistości pułapki ofsajdowe były zakładane trochę bliżej własnej bramki, i tyle.

Nietypowe rzuty karne
NASL w roku 1977 wprowadziła „The Shootout”, co polegało na tym, że rzut karny nie był strzelany z piłki stojącej na 11. metrze, ale zawodnik dostawał futbolówkę 35 jardów od bramki rywala i miał pięć sekund, aby umieścić ją w siatce. Start był sygnalizowany przez sędziego liniowego, który opuszczał swoją chorągiewkę niczym w zawodach żużlowych. Było trochę śmiechu, gdy świeżo przybyły napastnik nie do końca wiedział, co ma robić.

W praktyce wyglądało to tak…

„Nagła śmierć” w dogrywce
Coś mi chodzi po głowie, że przepis w postaci „złotego gola” stosowano również później…

Numery na klatce piersiowej
W początkowym okresie NASL gracze nosili olbrzymie numery z przodu i z tyłu koszulek. Wszystko po to, by lepiej ich identyfikować w TV. Gdy zainteresowanie telewizji wygasło, zarzucono ten dziwny zwyczaj. Piłkarze wyglądali nienaturalnie, jakby założyli koszulki tyłem naprzód.

numery

W połowie lat 70. liga soccera przyjęła system znany z innych lig zawodowych i każdy piłkarz miał na plecach swe nazwisko. Było to dość trudne do wykonania w przypadku takich gwiazd, jak: Trakoon Jirasuradet, Enes Mameledžija, Ogün Altiparmak czy Ace Ntsoelengoe.

Pomysły, które nie weszły w życie
Jeśli powyższe idee uatrakcyjnienia gry wydają się Wam dziwne, poczytajcie o tych, które (na szczęście) w życie nie weszły:

– 90 minut podzielić na dziewięć 10-minutowych części, aby było więcej czasu na reklamy. Pomysł powrócił przed MŚ 94. Po meczach NASL sędziowie przyznawali, ze zmyślali faule, aby było więcej przerw w grze i czasu na wstawki reklamowe;
– jeśli rzeczywiście udałoby się podzielić na dziewięć części, każdą z nich miała zapowiadać oczytana blondynka z numerem rundy jak w boksie;
– skrócenie boiska – to miało zaowocować większą ilością goli;
– skrócić czas trwania meczu do 60 minut;.
– granie na bosaka;
– przyznawanie siedmiu punktów za gola, wszak zawsze wynik 21:14 wygląda lepiej niż 3:2

I mój faworyt:
– umożliwienie graczowi nr 10 łapanie piłki w ręce w każdym miejscu boiska.

Kwestie najczęściej używane przez komentatorów
Soccer nie do końca przyjął się w USA. Oto, w jaki sposób komentatorzy usiłowali przybliżyć widzom grę:

– „…parę słów wyjaśnienia, należy się tym, którzy po raz pierwszy oglądają mecz soccera…”;
– „…rozegrano już 10 minut i na razie nikt nie zdobył punktów…”;
– „…podczas przerwy na reklamy zdobyto gola…”;
– „…możecie go państwo nie znać, ale w swoim kraju ma status gwiazdy…;
– „…pamiętajcie: w soccerze nie można brać czasu na żądanie…”.

Problemy unikalne dla widowisk NASL
A czemu soccer się nie przyjął? Oto najważniejsze przyczyny…

Muzyka organowa
Tradycja zaczerpnięta z baseballa. Dobór muzyki może wyjaśniać problemy frekwencyjne.

Średnia widzów na mecz w kolejnych sezonach:
1968: 4747
1969: 4699
1970: 2930
1971: 3163
1972: 4159
1973: 4780
1974: 5954
1975: 7770
1976: 7642
1977: 10 295
1978: 13 558
1979: 13 084
1980: 14 201
1981: 14 084
1982: 13 155
1983: 13 258
1984: 10 759

Sztuczne nawierzchnie
Dziś w niektórych zimnych krajach norma, ale wtedy była to nowość. Niektóre z tych nawierzchni były tak wybrzuszone, że piłkarze widzieli zawodników po drugiej stronie placu gry jedynie od kolan w górę.

Pole do baseballa
Często drużyny NASL dzieliły obiekty z drużynami lig zawodowych innych dyscyplin. W rogu boiska do soccera często były wydeptane ścieżki baseballistów, co oznaczało, że czasem aż się kurzyło. Ale najweselej robiło się, gdy padał deszcz.

Mnogość linii
Nie samym baseballem żyje amerykański kibic, dlatego boiska do soccera były też pokreślone przez linie do footballu amerykańskiego.

Oddawanie piłki, która wyleciała w trybuny przez kibiców
Zajmowało to strasznie dużo czasu, bo:

a) kibice odmawiali oddania piłki, bo myśleli, że – jak w baseballu – mogą ją zachować;
b) piłka wylądowała w jakimś opuszczonym przez Pana Boga sektorze stadionu, jakieś 2 mile od najbliższego stworzenia ludzkiego.

Maciej Słomiński

  • Dariusz Kimla

    Jak przeczytałem wstęp, to mi się ubzdurało, że ten wąż jadł szkło hehe

  • Paweł Król

    Pomysły Amerykanie mają absurdalne, ale imponować może ich chęć do nauki…
    Naszych ograją dzisiaj prawie na stojąco. Nawet myślę, że po wyjściu prosto z baru, gdzie przecież nie brakuje mocnych trunków i wrażeń… 😉

  • Piciarm

    ale sie usmialem przez te wszystkie nowinki…amerykanie sa niezli,powaga

  • Piciarm

    te karne,kiedys to widzialem ale nie wiedzialem ze to ze Stanow….albo pamiec juz zawodzi che che

  • Pingback: Retro. Kanada na MŚ 1986 - SlowFoot - O piłce z wolnej stopy()