Retro. Jamajka 1998

20 lat temu chłopcy z Karaibów pojechali na mundial do Francji. I nie robili za dostarczycieli punktów…

Dziesięć lat przed francuskim mundialem sportowcy z Jamajki zaszokowali sportowy świat, wystawiając na zimowych igrzyskach w Calgary ekipę bobslejową. Do tej pory państwo leżące na Morzu Karaibskim, oprócz muzyki reggae i Boba Marleya, tudzież innego świetnego muzyka – Petera Tosha, sportowo kojarzyło się głównie z szybszymi od wiatru biegaczami.

Właściwie nigdy Jamajka nie kojarzyła się z futbolem, choć federacja została założona w 1910 roku, zaś w rodzinie FIFA była od 1962 roku. Wszystko zmieniło się w 1994 roku, gdy trenerem został 40-letni wówczas Brazylijczyk, René Simões. Piłkarzem wybitnym nie był, ale jako trener prowadził młodzieżowe reprezentacje Canarinhos do lat 17 i 20. W Europie próbował swoich sił jako szkoleniowiec portugalskiej Vitórii SC, zaś w Katarze z Al-Rajjan i Al-Arabi sięgał po tytuł mistrza kraju. Na Karaiby przyjechał pracować z amatorami. Był kimś w rodzaju Kazimierza Wielkiego, bowiem zastał reprezentację amatorską, zostawił profesjonalną – jako finalistę mundialu…

Znaleźli korzenie
O dziwo, eliminacje strefy CONCACAF do mistrzostw świata w 1998 roku nie mają swojej strony w Wikipedii. W każdym razie podopieczni Simõesa rozegrali najwięcej spotkań eliminacyjnych ze wszystkich uczestników mundialu. Zaczęli od drugiej rundy, w której bez strat ograli Surinam (1:0, 1:0), w trzeciej odnieśli dwa zwycięstwa nad Barbadosem (1:0, 2:0). W czwartej fazie eliminacji wyprzedzili w grupie Meksyk (1:2, 1:0!!!), Honduras (3:0, 0:0) oraz Saint Vincent i Grenadyny (5:0, 2:1), zaś w finałowej grupie Jamajczycy zajęli trzecie miejsce – ostatnie premiowane awansem – za Meksykiem i USA, ale przed Kostaryką, Salwadorem i Kanadą. Wybaczcie, wyniki tych spotkań pominę, choć Meksykanie wzięli srogi rewanż za porażkę rundę wcześniej i wygrali w pierwszym spotkaniu aż 6:0.

Gdy okazało się, że „Reggae Boys” pojadą na mundial, o swoich jamajskich korzeniach przypomniało sobie kilku piłkarzy grających w Premier League, niemających szans na grę w reprezentacji Anglii. W ten sposób w kadrze na francuskie mistrzostwa znaleźli się Frank Sinclair (Chelsea), Robbie Earle i Marcus Gayle (obaj Wimbledon). Oprócz nich na Wyspach Brytyjskich grali: pomocnicy Fitzroy Simpson (Portsmouth) i Darryl Powell (Derby County), a także napastnicy Paul Hall (Portsmouth) i Deon Burton (Derby). Poza rodzimą ligą grał także pomocnik Christopher Dawes (Los Angeles Galaxy). Resztę kadry uzupełnili piłkarze na co dzień kopiący na Jamajce.

Hernández zabrał finał
Los skojarzył dzielnych debiutantów w grupie z Argentyną, Chorwacją i Japonią. Od początku 1998 roku Jamajczycy wysyłali sygnały, że nie będą we Francji kolorową i egzotyczną grupą promującą turystyczne atrakcje Karaibów. W Złotym Pucharze CONCACAF dotarli do półfinału, w którym dzielnie stawiali opór Meksykanom – Luis Hernández strzelił im gola dopiero w ostatniej minucie pierwszej części dogrywki. W meczu o trzecie miejsce ulegli 0:1 Brazylii. Trafił słynny Romário, któremu w ataku partnerował Giovane Élber. Na początek turnieju zremisowali z Canarinhos – w składzie z Cláudio Taffarelem, Zé Marią, Mauro Silvą, Flávio Conceição, Denilsonem i wspomnianym Romário – 0:0.

W meczach towarzyskich potrafili zremisować po 0:0 ze Szwecją, Walią, Koreą Południową i Arabią Saudyjską oraz 2:2 z Nigerią. Wszystko jednak wskazywało na to, że w tak silnej grupie ekipa Simõesa będzie dostarczycielem punktów.

Zgodnie z planem
W pierwszym meczu Jamajczycy stanęli naprzeciw Chorwacji, która – jak się później okazało – odniosła swój historyczny sukces. Na gola Mario Stanicia, bramką do szatni odpowiedział w swoim stylu, czyli głową, Earle. Potem legendarnego bramkarza Jamajki, Warrena Barretta (miał 28 lat i 128 występów w kadrze) pokonali nie mniej legendarni Robert Prosinečki i Davor Šuker. Porażka 1:3 jednak wstydu nikomu nie przyniosła.

Tak na marginesie – gotów byłem się założyć o duże pieniądze, że w składzie Chorwatów na mundial w 1998 roku był Alen Bokšić. Pamięć ludzka bywa zawodna…

W drugiej kolejce Jamajka stanęła naprzeciw piekielnie silnej reprezentacji Argentyny pod wodzą Daniela Passarelli. Argentyny, która miała wszelkie dane ku temu, by powalczyć o mistrzostwo świata. I niestety dla Jamajczyków Albicelestes te aspiracje w meczu przeciw nim potwierdzili. Wygrali 5:0, w czym pomogła im czerwona kartka Powella w 45. minucie. Łupem bramkowym podzielili się Ariel Ortega (2 gole) i Gabriel Batistuta (hat-trick skompletowany w 10 minut).

Po dwóch spotkaniach wiadomo było już, że Jamajczyków czeka „mecz o honor” z Japonią, która dwa mecze przegrała po 0:1. Naprzeciw chłopców Simõesa stanął choćby idol Kraju Kwitnącej Wiśni, Hidetoshi Nakata. Mecz życia rozegrał pomocnik United Montego Bay, Theodore Whitmore, który dwa razy pokonał Yoshikatsu Kawaguchiego. Dla Japonii na otarcie łez trafił Masashi Nakayama.

Podczas mundialu René Simões miał do dyspozycji następujących zawodników:
Bramkarze – Warren Barrett (rok urodzenia – 1970, mecze/gole na mundialu – 2/0), Aaron Lawrence (1970, 1/0), Donovan Ricketts (1977)
Obrońcy – Ian Goodison (1972, 3/0), Ricardo Gardner (1978, 3/0), Frank Sinclair (1971, 3/0), Stephen Malcolm (1970, 2/0), Linval Dixon (1971), Dean Sewell (1972), Durrent Brown (1964)
Pomocnicy – Theodore Whitmore (1972, 3/2), Robbie Earle (1965, 3/1), Christopher Dawes (1974, 2/0), Darryl Powell (1971, 2/0), Peter Cargill (1964, 2/0), Andrew Williams (1977, 1/0)
Napastnicy – Deon Burton (1976, 3/0), Paul Hall (1972, 3/0), Onandi Lowe (1973, 2/0), Marcus Gayle (1970, 1/0).

Co było dalej?
Jamajczycy już nigdy więcej nie grali na mundialu. W ostatnich dwóch latach docierali jednak do finału Złotego Pucharu CONCACAF, pięciokrotnie wygrywali Puchar Karaibów. W 2000 roku z kadry odszedł trener Simões. Sporą karierę w Boltonie zrobił Ricardo Gardner.

W 2001 roku, kilka godzin po meczu Jamajka – Bułgaria, w wypadku samochodowym zginął Stephen Malcolm, a obrażeń doznał bohater meczu z Japonią Whitmore. Cztery lata później los Malcolma podzielił Peter Cargill, który był trenerem Waterhouse FC. Zginął w wypadku samochodowym podczas podróży na mecz swojej drużyny. Cargilla w jednej ze swoich piosenek upamiętnił Sean Paul.

Grzegorz Ziarkowski

  • Marcin

    Moje ulubione MŚ. Do dziś pamiętam chyba całą jedenastkę Chorwatów. Szkoda, że nie dali rady Francuzom. W finale nie byliby bez szans.

    • Paweł Król

      Jeszcze w miarę normalne, bez większych kontrowersji i z odkryciami; jak np. Owen.

      http://slowfoot.pl/top-250-michael-owen-105/

      Cztery lata później już takie nie były…

      • Marcin

        Poza tym kiedyś futbol był nastawiony na MŚ czy ME (takie mam wrażenie). Teraz rozgrywki klubowe wysysają energię z piłkarzy. Przecież nawet Cristiano Ronaldo, choć bez niego nie byłoby finału, nie był sobą na ME we Francji.

        • Paweł Król

          Zdecydowanie. Już nie mają tak odświętnego charakteru. Za dużo jest meczów.

  • Paweł Król

    Super kawałek.

    • Grzegorz Ziarkowski

      Dzięki 🙂 Starałem się 🙂

  • Piciarm

    cześć
    Retro przypomniało mi o Jamajce w 98r.
    te bobsleje też dobre, mają fantazje piraci z Karaibów 🙂
    pozdrawiam

  • Grzegorz Ziarkowski

    Po meczu z Jamajką myślałem, że Argentyna dojdzie co najmniej do półfinału mś. I byłoby to możliwe, gdyby nie zatrzymała jej Holandia z Bergkampem na czele.