Archiwum Grudzień, 2016

  • Trzi rogi elwer (16). Petřvald

    Często w życiu bywa tak, że gdy jakieś zdarzenie kogoś ucieszy, to u innych osób wywołuje zmartwienie lub smutek… Czytaj dalej...

  • Cristiano na podsłuchu, nędza Canal+ Sport na widoku

    Miało być o Portugalczyku, a jest raczej narzekanie na kiedyś najlepszy kanał telewizyjny. 18 października Real Madryt grał u siebie z Legią Warszawa. Cristiano Ronaldo, z 95 golami w europejskich pucharach na koncie, miał wtedy dobić do setki. Wielu tak uważało, zresztą niebezpodstawnie. Chłop, delikatne mówiąc, ma wahania formy po kontuzji doznanej w finale Euro, ale jak się zbierze w sobie, to i machnie trójkę na Vicente Calderón. Królewscy wygrali wtedy 5:1, lecz portugalski as ani razu nie pokonał Arkadiusza Malarza. Nie udała mu się ta sztuka również przy Łazienkowskiej 2 listopada. Co prawda w obu meczach Zinédine Zidane ustawił drużynę wybitnie lekceważąco (myślę o taktyce, nie o doborze zawodników), ale czy miało to wpływ na to, że CR7 nie trafił ani razu? Pewnie niewielki. Dokument Canal+, autorstwa Macieja Klimka, pokazuje zachowanie najlepszego piłkarza świata z potyczki w Warszawie. Widzimy Cristiano mówiącego do kolegów, że zawodnicy Legii wyglądają jak dzieciaki (właśnie kolega sprostował tę informację: Ronaldo powiedział tak o postaciach, które pojawiły się na telebimie. Dokładnie nie wiadomo, o co chodzi, ale była to brzydka manipulacja Canal+. Sam Klimek sprostował na Twitterze fakt, jakoby CR7 wyśmiewał zawodników warszawskiego klubu), potem próbującego zrobić coś sensownego na boisku, wkurzonego na siebie i innych piłkarzy z Madrytu, krytykującego decyzje sędziego etc. Ciekawa rzecz, choć trzeba przyznać, że lepiej wypadły filmy – też wyemitowane przez Canal+ – pokazujące na podsłuchu sędziów: Szymona Marciniaka i Tomasza Kwiatkowskiego. No ale temat tez ciekawszy: arbiter jest w ciągłej interakcji z asystentami i piłkarzami. Zresztą krótkie formy z serii „Na podsłuchu” czy reportaże „Liga od kuchni”, pokazujące zachowania ludzi piłki m.in. w drodze z szatni na boisko i na ławce rezerwowych czy też trybunach, to jedne z ostatnich rzeczy wartych oglądania w Canal+ Sport. Stacji zostały ligi: angielska, polska, mistrzów i Europy, bo resztę zakasował Eleven Sports. Nowa formuła Ligi+ Extra – z publicznością i szczerzącym przez półtorej godziny zęby Tomaszem Smokowskim – to niewypał. Studio Ligi Mistrzów uśpiłoby Ralpha Robertsa. Do tego afera z brakiem sobotnich meczów Premier League rozgrywanych o 16. Rozbawił mnie Andrzej Twarowski w bodaj ostatniej Lidze+ Extra. W studiu Przemysław Pełka, chwilę przed dżinglem do stałej „Jej wysokość Premier Legue”, części programu, w którym mówi się – jak nazwa wskazuje – o lidze angielskiej, a Twaro zwraca się do widzów mniej więcej tymi słowami: „Za chwilę przekonają się państwo, o jakiej lidze będziemy mówić”. No chyba, kurwa, nie o hiszpańskiej – że strawestuję słowa Franciszka Smudy. A Smokowski kiedyś zapowiadał hit w La Liga czy Ligue 1, dziś pyta o to, kto zabił Asię Walewską (postać z przereklamowanego serialu „Belfer”). Prawdopodobnie scenarzyści. Więcej wyszło mi narzekania na temat Canal+, niż pisania o „Na podsłuchu – Cristiano Ronaldo”. Nie taki miałem zamiar, ale co zrobić. Reportaż o zawodniku Realu trwa pięć minut, żenada, jaką zaczęła w kwestii piłki nożnej uprawiać zasłużona stacja, to temat, o którym mógłbym gadać pół dnia. Tak czy siak, wracając do Portugalczyka, warto wejść w buty gościa, który w październiku nie pokonał ani razu Arkadiusza Malarza, a w listopadzie trzy razy nie dał szans Janowi Oblakowi. A gdy niezwykle groźny Maciej Stuhr w kolejnym sezonie „Belfra” pojedzie wyjaśniać sprawy z rosyjską mafią, niech weźmie ze sobą Macieja Murawskiego. Ekspert Canal+ zanudzi bandziorów na śmierć. Marcin Wandzel Czytaj dalej...

  • Lecą żurawie

    Reprezentacja Ugandy przez długi czas nie znaczyła praktycznie nic na tle swych kontynentalnych przeciwników. Czytaj dalej...

  • TYPER 2016/17. Przerwa świąteczno-noworoczna

    Postanowiliśmy zrobić małą pauzę. Zapowiedź ósmej kolejki wraz z podsumowaniem poprzedniej zamieścimy na stronie 5 stycznia, tradycyjnie w czwartek. Przy okazji – zachęcamy do typowania tych, którzy jeszcze nie zaczęli. Wszystkim graczom życzymy spokojnie spędzonych Świąt Bożego Narodzenia. A w nowym, 2017 roku samych udanych wyborów. Redakcja Czytaj dalej...

  • Retro. Hiszpania – Malta 12:1. EMŚ. 21.XII.1983

    By awansować do finałów Euro, gospodarze musieli wygrać różnicą 11 goli. Wałek? Czytaj dalej...

  • Przystanek Bundesliga (31). SpVgg Unterhaching

    Był taki czas, że wielka piłka na krótko zawitała na przedmieścia Monachium. Czytaj dalej...

  • Dzisiejszy mecz. Real Madryt – Kashima Antlers 4:2

    Real Madryt się (prawie), kurwa, skompromitował tym wystąpieniem kompletnie. Ale wygrał, zdobył kolejne trofeum i zwiększył liczbę nieprzegranych meczów do 37. Dziś mamy Klubowe Mistrzostwa Świata, kiedyś był Puchar Interkontynentalny. Pamiętam ten z 1998 roku. Jeden mecz pomiędzy drużynami z jedynych kontynentów, na których poziom piłkarski mógł zadowolić kibica. Real Madryt wygrał 2:1 z Vasco da Gama, Raúl został uznany za najlepszego piłkarza meczu, a mnie zachwyciła gra lewego obrońcy brazylijskiej ekipy, Felipe Jorge Loureiro. Wydawał się o klasę lepszy niż koledzy z jego drużyny. Chyba komentator (ciekawe, kto nim był; Dariusz Szpakowski raczej nie miałby takiej wiedzy) opowiadał, że Felipe mógłby grać w silnym europejskim klubie, ale nie ma ochoty. W Rio De Janeiro jest gwiazdą, kobiety się ustawiają do niego w kolejce… 39-letni dziś, były piłkarz zaliczył parę klubów, ale tylko jeden europejski – Galatasaray. Na dodatek to klub ze Stambułu, miasta leżącego po części w Europie, po części w Azji. Zapamiętałem go jako gościa, który choć grał na lewej obronie, to robił to tak, jakby był rozgrywającym. Szkoda, że nie trafił wtedy na Stary Kontynent. Z Roberto Carlosem zapewne nie wygrałby rywalizacji, ale w innym klubie mógł poszaleć. *** Dziś, jak wspomniałem, mamy FIFA Club World Cup. W obecnej edycji wystartowały: Atlético Nacional (Ameryka Południowa, Kolumbia, CONMEBOL), Real Madryt (Europa, Hiszpania, UEFA), Jeonbuk Hyundai Motors (Azja, Korea Południowa, AFC), Mamelodi Sundowns (Afryka, RPA, CAF), Club América (Ameryka Północna, Meksyk, CONCACAF), Auckland City (Australia, OFC), Kashima Antlers (Azja, Japonia, AFC; jako gospodarz). Odkąd kluby z Ameryki Południowej dołują, wydawało się, że trzeba, żeby zespół europejski przeżył jet lag pomnożony razy sto, by nie wygrać tego turnieju. Królewscy zdobyli trofeum, jednak męczyli się nieziemsko. Osobiście przyznałbym nagrodę również Mamelodi Sundowns – za nazwę. real Cristiano Ronaldo – MVP turnieju Kashima Antlers niespodziewanie wyeliminowali w półfinale Atlético Nacional. Po raz pierwszy na turnieju piłkarskim, w którym gra toczyła się o realną stawkę, zastosowano powtórkę wideo. Victor Kassai potwierdził, że doszło do faulu, a Shoma Doi pokonał z rzutu karnego Franco Armaniego. Drugi półfinał – pomiędzy Américą a Realem – zamknął Cristiano Ronaldo. I znów potrzebna była powtórka wideo, by potwierdzić, że najlepszy piłkarz świata nie był na spalonym. real Trudno uznać mnie za specjalistę od futbolu japońskiego. Piłkarze z Kraju Kwitnącej Wiśni zawsze kojarzyli się mi z dobrym wyszkoleniem technicznym. Lubiłem Hidetoshiego Nakatę, który w pewnym momencie – jeżeli dobrze pamiętam – za czasów Fabia Capello posadził w Romie na ławie Francesco Tottiego, a na pytanie dziennikarza „Piłki Nożnej” o to, dlaczego farbuje włosy, odpowiedział, że na tak głupie pytania nie odpowiada. *** Marcin Żewłakow, komentujący ten mecz w TVP Sport wraz z Tomaszem Jasiną (było ok; Żewłak mnie nie denerwował, a były zawodnik Motoru Lublin – choć nieco ospały – jest w porządku) stwierdził, że Kashima gra ciekawym ustawieniem: 1-4-2-2-2. Jakoś tego nie zauważyłem, choć może faktycznie tak było. Jeśli ktoś był na jakimkolwiek meczu, wie, jak bardzo przekaz telewizyjny zwęża obraz gry. Podopieczni Masatady Ishiiego zaczęli odważnie. Może i za nawet za bardzo, bo kilka ich prób odbioru piłki mogło się skończyć kontuzjami zawodników Realu. Królewscy szybko, bo w dziewiątej minucie, sprowadzili rywali na ziemię. Dobry strzał oddał Luka Modrić, Hitoshi Sogahata odbił piłkę przed siebie, a Karim Benzema trafił do siatki. Później Francuz i jego koledzy zaczęli to, co – niestety – często robią, gdy grają ze słabszym rywalem. Oszczędzali się, grali na pół gwizdka. No i gospodarze skarcili Real. Doi dośrodkował, Raphaël Varane popełnił błąd, a Gaku Shibasaki wyrównał. Z drugiej strony, co mają robić? Jak zauważył sam Zidane, za jego czasów grano 40 meczów w sezonie, teraz – 60. real Druga połowa to kolejny gol Shibasakiego. Świetny strzał, z którym nie miał szans sobie poradzić Keylor Navas. Nagle okazało się, że Królewscy potrafią biegać. Wysoki pressing, wiele sytuacji, ale tylko jedna zamieniona na bramkę. Lucas Vazquez został sfaulowany w ten sposób, że zauważyłby to być może nawet sędziujący ostatnie El Clásico Carlos Clos Gómez, i Ronaldo trafił idealnie z jedenastu metrów. Królewscy atakowali, ale bez skutku. Tuż przed dogrywką doszło do dziwnej sytuacji. Sergio Ramos sfaulował rywala i po prostu powinien dostać drugą żółtą kartkę. Nagle widzimy Casemiro przepraszającego, jakby to był jego faul i dobrze dotąd sędziującego, zagubionego Janny’ego Sikaze z Zambii, który co prawda po chwili gwiżdże na korzyść Kashimy, lecz oszczędza kapitana Realu. Dogrywka to dwa gole CR7. Dziękuję, do widzenia. Ambitni Japończycy mogli sprawić sensację, a przegrali 2:4. 20 grudnia 2014 roku Real Madryt Carlo Ancelottiego pokonał w finale KMŚ 2:0 San Lorenzo. Był to koniec drużyny, która wygrywała niemal wszystko; włoski menedżer nie potrafił zapobiec kryzysowi, który pojawił się nagle, a który Zinédine Zidane – były asystent Carletta – obserwował z boku, będąc trenerem rezerw Realu. Mógł się uczyć na błędach, i to nie swoich, lecz sławnego, niezwykle utytułowanego kolegi. Ciekawe, czy ich nie powtórzy. Zresztą – jakby to nie zabrzmiało – to nie był mecz Zidane’a. Gdy Real potrzebował zdynamizowania (jest takie słowo?) akcji, trener zdjął świetnego Lucasa Vazqueza i wprowadził Isco. Mateo Kovačić, od którego Zizou powinien zaczynać ustalanie składu, wszedł na boisko dopiero w 105. minucie… Z drugiej strony, Francuz nie przegrał 37. spotkania z rzędu. Ta liczba zamyka wszelkie polemiki. ** „Słabo” grający Cristiano Ronaldo zanotował hat-trick. Portugalczyk z zaświatów będzie trafiał do siatki. Zawodnicy Kashima Antlers i tak zrobili więcej, niż ktokolwiek się spodziewał. Pytanie o zasadność FIFA Club World Cup pozostaje otwarte. real real soccerway.com Marcin Wandzel Czytaj dalej...

  • TOP 250. Patrick Kluivert (68.)

    Subiektywny ranking najlepszych piłkarzy świata ostatnich trzech dekad. Na pozycji 68. Patrick Stephan Kluivert. Czytaj dalej...

  • Wędrówki Ślimaka. Zakynthos

    Jako że zima trzaska za oknem, wybierzmy się w podróż na słoneczną, grecką wyspę. Panie i Panowie – przed Wami Zakynthos. Czytaj dalej...

  • Szóstkowicze

    Nie jest moim celem mnożenie porównań na zasadzie: tak było kiedyś, a tak jest dzisiaj. Czytaj dalej...